Podczas jednego z turniejów w kawiarni w Wiedniu, Tartakower grał partię z amatorem, który bardzo głośno i pewnie komentował swoje ruchy.
Tartakower, nie mówiąc ani słowa, co chwilę poprawiał swój melonik i ze stoickim spokojem przesuwał figury. W pewnym momencie rywal wykonał ruch, uderzył dłonią w stół i z dumą ogłosił:
— I co teraz, panie doktorze? Mój goniec zaraz pana zniszczy!
Tartakower spojrzał na szachownicę, wziął do ręki swoją laseczkę (którą opierał o krzesło), delikatnie wskazał nią na figurę przeciwnika i powiedział z uśmiechem:
— Szanowny panie, pan ma rację, ten goniec patrzy na mojego króla niezwykle groźnie. Szkoda tylko, że stoi na polu niewłaściwego koloru.
Przeciwnik tak bardzo skupił się na ataku, że pomylił przekątne. Zawstydzony złapał za swój kapelusz i szybko opuścił kawiarnię.
Komentarze
Prześlij komentarz